A duplikat karty dałem żonie

Wizyta w banku, po wcześniejszym telefonie z infolinii: Przyjdź Pan do banku, dostaniesz Pan kartę. Złotą. Dzień dobry – mówię – przyszedłem po kartę. A tak, tak. Zapraszamy. Czy dla żony też? Czemu nie? Duplikat karty dałem żonie. Pierwszy i ostatni raz…

Karta kredytowa to naprawdę interesujący wynalazek. Myślę, że osoba, która to wymyśliła naprawdę była sprytna. Plastykowy pieniądz żeruje bowiem silnie na ludzkiej słabości próżniactwa i lenistwa. Taki koleżka wyposażony w odpowiedni kartonik wcale nie myśli o konsekwencjach korzystania z niego. Niech tylko urodzi się jakaś potrzeba, nie za duża, powiedzmy że na miarę przeciętnego portfela. I niech przy okazji w odwodzie będzie karta kredytowa. Zakup – efekt murowany.

Mówi się, że kobiety są bardziej podatne na marketingowe zagrywki sprzedawców. Myślę, że słusznie. Faceci są raczej bardziej rozważni, rozsądni, stąpają twardziej po ziemi. Kobiety bardziej polegają na emocjach, a te przecież królują na sklepowych półkach. Kup to, będziesz taka i taka i wszycy Cię będą kochać… Jak się nie oprzeć z kartą kredytową w ręku? A jakże. Tutaj właśnie jest przykład mojej żony. Pyk, pyk i kaska poszła. Jedynie 50 tysięcy w ciągu miesiąca. Robi wrażenie? Na mnie tak, bo 5% z tego to 2500 (minimalna spłata karty) plus odsetki, o których nie chcę mówić. No i jeszcze resztę trzeba spłacić. Totalna porażka.

Tak właśnie zadziałał duplikat karty. Zaczęło się niewinnie od telefonu bankowego konsultanta. Skończyło się na długu rzędu 50 tysięcy. Wcale nie fajnie i wcale nie polecam…

A jeszcze, żeby za te pieniądze coś fajnego do domu przyniosła. Nie wiem, telewizor, wieżę, czy mega komputer. A to wszystko zmieniło się w zwykły ciuchland. Fakt, że na każdą okazję. No ale przecież, jak już okazja przyjdzie to i tak się okaże, że szafa jest pusta. Więc gdzie tu sens?

Loading...
james opublikowano dnia 2009-8-5 Kategoria: Karty kredytowe

Zostaw odpowiedź

Musisz się zalogować aby móc komentować.